angel

angel

2016/11/11

Kotka 1. Serena.


Cześć!  Dodają pierwszą część nowego opowiadania. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Dajcie, proszę znać w komentarzach, co o tym myślicie. 
Pozdrawiam,
Katka.

SERENA
„Serena Jones” powiedziała głośno panna Hackett odczytując nazwisko, które znajdowało się na samym środku listy. Serio?  Zadała Serenie pytanie z psychopatologii, która była jej przedmiotem dodatkowym. I nie odpowiedziała, oczywiście. Tak naprawdę, było cudem to, że dziewczyna w ogóle pojawiła się na tych zajęciach. Dostała dwóję. „Wspaniale” pomyślała dziewczyna. Po zajęciach poszła do centrum handlowego. Po drodze robiła trochę zupełnie bezużytecznych – jak wtedy myślała – fotografii londyńskiej architektury. Kiedy weszła do centrum handlowego, było tam tyle ludzi, że ledwo mogła chodzić. Przepychała się przez tłum trzymając aparat w obu dłoniach. W centrum odbywało się spotkanie z kimś znanym. Wtedy zobaczyła młodego mężczyznę ubranego w garnitur i kapelusz. „Kto się tak teraz ubiera?” pomyślała Serena. Chłopak wyglądał jak postać z kreskówki. Serena zrobiła mu zdjęcie. Podeszła trochę bliżej, żeby nie stracić go z oczu. To było trudne w tym tłumie. Znów podniosła aparat i zbliżyła. Pstryknęła kilka kolejnych zdjęć. Był przystojny. Facet wyjął portfel z tylnej kieszeni jakiegoś mężczyzny. Miała to na zdjęciu. Właśnie robiła kolejne, kiedy chłopak z kreskówki spojrzał na nią. Zawiesiła sobie aparat na szyi i zaczęła  iść szybko, tak szybko jak mogła w tłumie ludzi w przeciwnym kierunku. Chłopak ruszył za nią. Gdy była już przy  wyjściu zauważyła, że udało jej się go zgubić. Schowała aparat do plecaka i wyjęła butelkę wody.
Luke zobaczył blondynkę robiącą mu zdjęcia. Był pewny, że dziewczyna widziała jak kradł  i pewnie zrobiła mu też wtedy zdjęcie. Musiał ją znaleźć i oddać to, co ukradł. Podszedł do mężczyzny i wyciągnął ku niemu rękę z portfelem.
- To chyba należy do pana – powiedział uśmiechając się uprzejmie. Nikt by go nie podejrzewał o kradzież.
- O mój Boże! Dziękuję! To mój portfel! – starszy mężczyzna zaczął krzyczeć wdzięczny, po czym wyciągnął z portfela kilka banknotów i wręczył je Luke’owi.
- Nie, nie trzeba.
- Proszę to przyjąć – nalegał ten naiwniak. – Kto inny nie oddałby mi go. Proszę.
- No dobrze – zgodził w końcu Luke.
Luke odszedł i rozejrzał się. W końcu zauważył dziewczynę z aparatem. Nie widziała go. Zaczął iść w jej stronę, przepychając się przez tłum. Podszedł do niej z tyłu i sięgnął do jej plecaka, w którym był aparat. Ale nagle odwróciła się i  spojrzała na niego. Luke zdjął kapelusz i się uśmiechnął.
- Hej, jesteś jedną z modelek? – zapytał. Wydarzenie w galerii  handlowej promowało tydzień mody w Londynie.
- Nie. Nie jestem – Serena odpowiedziała z ironią w głosie.
- A powinnaś – ciągnął Luke.
- Proszę cię! Czy  ja wyglądam na idiotkę? Nie dostaniesz mojego  aparatu.
- Aparatu? Nie wiem, o czym mówisz.
- Może dlatego, że zrobiłam ci nim zdjęcie jak kradniesz czyjś portfel?
- Znalazłem go. I oddałem – odpowiedział Luke  spokojnie.
- Znalazłeś go w kieszeni jego właściciela? Brawo!
Luke gapił się przez chwilę w niebieskie oczy dziewczyny. Nic nie powiedział.

- Jeśli go oddałeś, nie masz się czym przejmować. Nie powiem mu – powiedziała Serena. –
I zostaw w spokoju mój aparat.